Anna Bochynek prowadzi Wyrchczadeczkę od 2006 roku — z mężem postawili dom z myślą o gościach, którzy mają dość pośpiechu. Trójstyk Granic dosłownie za płotem, las wokół, czas, który zwalnia.
Goście wracają. Niektórzy przez piętnaście lat pod rząd, w te same dni października, kiedy las staje się złoty a w piecu pali się drewno bukowe.
Domowa kuchnia z ogrodu — rosół z kury, pierogi ruskie, bigos. Śniadania z chleba pieczonego rano, miodu z lokalnej pasieki, twarogu od sąsiada.
Wieczorami ognisko, grill, place zabaw dla dzieci. Rano ślady saren przy ogrodzeniu. Stąd pieszo na Ochodzitą, na narty na Złoty Groń, czterdzieści minut autem do Czantorii.
Kameralnie, autentycznie, bez hotelowego anonimu. Pięć pokoi, jeden apartament, wspólna kuchnia, rodzina która prowadzi to od dwudziestu lat.